Ból duszy

Ból duszy, jako fakt, wydaje się nie do udźwignięcia, dlatego go ukrywam, tłumię. Utożsamiam się z nim tak bardzo, że wierze, iż nim jestem. Robię to nieświadomie. Duchowe cierpienie ( jestem nic nie warta, jestem upokorzona, poniżona, niekochana) nie powstaje na skutek zranienia, lecz przez to, że nie dostrzegam bólu, owego uczucia i nie przeżywam go, jako takiego. Kiedy zamiast identyfikowania się z nim, uświadomię go sobie ( „aha, być może upokorzenie wydaje mi się faktem, jednak to, na co chcę teraz spojrzeć, to uczucie, które temu domniemanemu faktowi towarzyszy”), być może przeżyję nieprzyjemny moment w chwili, kiedy dopuszczę owo uczucie do siebie i je poczuję, nie będzie stanowiło to jednak problemu. Wprost przeciwnie – moje serce będzie poruszone, moje serce otworzy się na ból. Doznam wzruszenia, ukojenia i ulgi. 

A kiedy sytuacje przywołujące ów ból będą się nadal pojawiały ( ludzie widzą mnie tak, jak ja się nieświadomie widzę i w ten sam sposób mnie traktują), obudzę moją świadomość, poczuję oddech i przeżyję znowu mój ból. Towarzyszyć temu będą niekiedy łzy, czasami szloch, jednak najważniejsze w tym jest rozpoznanie ( nie intelektualne, tylko poprzez wewnętrzne doświadczenie), że unikanie bólu i blokowanie uczuć prowadzi nie tylko do cierpienia, ale również sprawia, że tkwimy w określonych schematach reagowania np. uciekając od związków, uciekając w uzależniania, reagując ciągle w ten sam, utrudniający życie i relacje sposób. To rodzaj przebudzenia, które z czasem zaowocuje trwałą zmianą, przyczyni się bowiem do nowej jakości życia.